sobota, 16 kwietnia 2011

pisz off




Przyjechałam do Pisza. Odpocząć. Wyłączyć się... słońce. Woda. Cisza. Nie ma ludzi. Spokój. Mogę siedzieć w restauracji przez 3 godziny i nikt na mni krzywo nie patrzy, że przz te trzy godizny piję to samo wino i dziubię tą samą sałatkę. Innaczej niż w Warszawie.
Aktualnie - jestem w pokoju. Cudownie. Widać z niego jezioro, spokojne, ciche... nie ma nikogo na zewnątrz... Ale jestem w nim i nie wychodzę chwilowo. Jestem tu, siedzę i myślę.

Co myślę?

Bo to wydaje się kluczowe. Myślę, że nagminnie rzeczywistość dokumentuję. Robię zdjęcia, uśmiecham się, patrzę i analizuję. Po co? Po co mi zdjęcia? Nie przyjechałam tu na słodki miły relaksik. Przyjechałam doprowadzona do skrajnej granicy za którą jest depresja z jednej strony, a smutek i poczucie byle jakości z drugiej. A mimo to dokumentuję. Piszę, zdjęcia wysyłam. 

I dziwię się sobie. 

Teraz napiszę maila. Do narzeczonego.  Z przemyśleniami. Albo maila do samej siebie... z przemyśleniami... Jeszcze nie zdecydowałam...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz