poniedziałek, 1 sierpnia 2011
wspomnienia minionego weekendu
To był dobry, intesywny weekend. Za mocno alkoholowy, ale jednak potrzebny. Nakarmiłam swój organizm junk foodem i bardzo szybko dostałam reakcję zwrotną- " nie możesz mnie czymś takim karmić" - skończyło się na skurczach i boleściach. Na codzień nie zdaję sobie sprawy jak bardzo wrażliwe jest moje ciało, że to ono - ta fabryka energii, chemicznych składników - mnie prowadzi na codzień, że to ono finalnie stawia mnie z łóżka na nogi... I mam silne przeświadczenie, że to nie jest ok, karmić tą moją fabrykę szitem... Z alkoholem też pewnie nie jest lepiej - ale ciężko mi się przestawić na nie - degustowanie ( ok..picie!)... wieczorem lampka wina działa na mnie rozluźniająco, kojąco i naprawdę zbawiennie - mam wrażenie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz